Jesteś tutaj
Strona główna > religia

Święty Andrzej Bobola, męczennik ze Strachociny koło Sanoka

Kolejny raz jako członkowie Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży pragniemy podzielić się wiadomościami o niezwykłej postaci.

Będzie to osoba  św. Andrzeja Boboli , który żył w trudnych czasach, kiedy toczyły się wojny religijne, bardzo wielu wiernych siłą nawracano na prawosławie, mordowano księży.

Męczeńska śmierć za wiarę

Często narodziny wielkich ludzi towarzyszyły, różne dziwne zjawiska, które były odczytywane dopiero później co one miały znaczyć.

Tak też było z przyjściem na świat Andrzeja Boboli. Ciemności ogarnęły ziemię, ludzie i zwierzęta szukali schronienia, z czerwonych gęstych chmur lunął rzęsisty deszcz.

W jednym rozerwanym obłoku pojawił się świetlisty kształt brodatego człowieka, który po chwili zaczął znikać, pioruny biły niemiłosiernie, a w blasku błyskawic można było zobaczyć kształt boskiej świętości. Było to zadziwiające, cudowne zjawisko nie mające  w świecie podobnego.

Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591r. w Strachocinie koło Sanoka w dworku wybudowanym na wzgórzu nazywanym Bobolówką. Tutaj od najmłodszych lat otrzymał staranne wychowanie w duchu patriotycznym, miłości do Boga i ludzi. Siedząc na kolanach ojca słuchał z zaciekawieniem opowiadań o pochodzeniu rodu, jego przodkach, którzy walczyli w wielu bitwach.

Rodzice zastanawiali się do jakiej szkoły wysłać syna by się kształcił, ale on sam od dzieciństwa marzył by zostać księdzem i być świętym.

Po odbyciu nauk w szkołach jezuickich studiował na Akademii Wileńskiej, święcenia kapłańskie otrzymał w 1622 roku jako jezuita, a osiem lat później złożył śluby zakonne. Pracował duszpastersko w Wilnie, Połocku, Warszawie, Łomży i wiele lat w Pińsku. Pełnił funkcje przełożonego i wychowawcy. Zawsze starał się dbać o ubogich, chorych, odwiedzał więźniów, doświadczał przy tym trudów misjonarskiej działalności. Cały pochłonięty był misją głoszenia Ewangelii. W 1642 roku osiadł na stałe w Pińsku, gdzie starał się pojednać prawosławnych z katolicyzmem, ale to wywołało wrogość, a nawet nienawiść ze strony części prawosławnych.

  1. Bobola każdy dzień powierzał Jezusowi, nie zniechęcał się trudnościami podejmując coraz to bardziej odważne misje, pomimo coraz to większego kręgu nieprzyjaciół.

Mawiał: ,,Nie trudno głosić Słowo Boże wśród świętych, ale najtrudniej wejść do piekła, aby diabłom z ognia wydostać duszę.’’  Myślał wtedy o Kozakach, którzy mordują ludzi, napadają na dwory i plebanie, które palą, a księży zabijają. Działania te nasiliły się w maju 1657 roku, kiedy wymordowali katolików i Żydów w Jaworze Poleskim, następnie wyruszyli w kierunku Peredyłu.

Właśnie na tej drodze spotkali o. Bobolę rozpoznali go. Podczas złośliwej rozmowy namawiali by przyjął prawosławie, a kiedy usłyszeli odmowę rozebrali go, przywiązali do płotu i tuli nahajami, potem bili po twarzy, aż kilka zębów wyleciało z krwią. Następnie związali mu ręce i umieścili między końmi bijąc go lejcami tak pognali w dalszą drogę. Omdlałego z sińcami i krwawiącymi ranami, odartego z ubrania dowleczono do Janowa, gdzie oddano go w ręce starszyzny, która przywitała go bluźnierstwami i szyderstwami, a następnie wprowadziła go stojącej przy drodze rzeźni-stajni.

Tutaj rozpoczęły się dalsze męczarnię. Na głowę wciśnięto mu wieniec, poczuł ból wciskanych cierni, oczy zalewała mu krew, ktoś łuczywem przypiekał mu cało. Usłyszał głos : ,,Porzuć katolicką wiarę, to ocalisz życie’’– on jednak milczał.

Ta postawa o. Boboli doprowadzała oprawców do coraz większego okrucieństwa. Zaczęli mu wbijać drzazgi pod paznokcie, ściągali skórę z rąk, piersi i głowy, odcinali palce u rąk i nóg. Następnie pijany oprawca wykuł prawe oko, inny obciął uszy, nos, wargi. Herszt bandy krzyknął, że trzeba obciąć mu język, wtedy jeden z oprawców nożem wykroił otwór w karku wydobył język i uciął. O. Bobola był nieprzytomny, lecz chwilami przypomniał sobie modlitwy:

,,Zabierz Panie i przyjmij całą wolność moją, pamięć moją i wolę całą.

Cokolwiek mam i posiadam Ty mi to wszystko dałeś’’….!

Ktoś krzyknął : Powiesić go! Wtedy do nóg przywiązano liny i ciągnąc do wbitego w sufit haka, powieszono O. Bobolę .

Krew spływała obficie z całego ciała w konwulsjach przestawał oddychać. Tak po dwugodzinnej męczarni, wśród pijanych Kozaków, zakończył swą pielgrzymkę na ziem, jako apostoł miłości i jedności, było to 16 maja 1657 roku o godzinie 2.10 w nocy.

,,Święty Andrzeju, mężny żołnierzu Pana,

któryś niestrudzenie walczył pod Sztandarem Krzyża,

uproś nam łaskę wiernego pod nim trwania,

razem z Maryją, Matką Kościoła.’’

 

Ciało męczennika zabrali jezuici do klasztoru w Pińsku, gdzie w stanie nie tkniętym przetrwało do 1808 roku, potem przeniesiono je do kościoła w Płocku. Tam zastała je rewolucja 1917 roku i komuniści przewieźli je do Moskwy, aby za pomocą badań wykazać ,,ciemnotę’’ ludzi wierzących w cuda. Rzucali więc o podłogę trumną z ciałek, które i tak nie rozpadło się. W 1924 roku wydano misji papieskiej, która zawiozła do Rzymu. Po kanonizacji męczennika w 1938 roku przez Prusa Xl przewieziono świętego do Warszawy do sanktuarium pod jego wezwaniem.

Od 16 maja 2002 roku św. Andrzej Bobola jest drugorzędnym patronem Polski.

Opracował: KSM Jedlicze

Udostępnij na
Do góry